Fragmenty

Toruń, 17 lutego
16:41

Być cierpliwym. Budować życie cegiełka po cegiełce. Ocalać od zapomnienia jak archeolog
– szczątek po szczątku i wierzyć, że to wszystko ma sens i zakończy sie powstaniem solidnej
całości, odpornej na bezwzględne, niszczące działanie czasu.

 

19 lutego
20:44

Wieczór z Czerwonym Krzysztofa Kieślowskiego.
Kieślowski wiernie oddał nastrój Europy Zachodniej ostatniego dziesięciolecia XX wieku.
Odcienie ludzkiej starości i młodości tak charakterystyczne dla tego czasu. W podobnej
atmosferze odbyłem dwie podróże do Włoch (1994, 1999), czy też wypad do Berlina (2001).

 

23 lutego
5:49

Jakże szybko zapomnieliśmy o Benazir Bhutto. Jakaż zapanowała cisza. I to już od jakiegoś
czasu, pomimo że nie minęły jeszcze dwa miesiące od zamachu na jej życie, od jej śmierci.
Ale przecież przez ten czas wydarzyło się milion ważnych i zupełnie błahych wydarzeń
medialnych.
Niegdyś legendy zamordowanych w zamachach: Indiry Ghandi w Indiach, czy też Aldo
Moro we Włoszech żyły bardzo długo. Mówiło się o nich przez wiele lat. A teraz… Zapewne
wspomni się o pięknej Benazir przy okazji jakiegoś innego politycznego mordu. Choć nawet
już kilka dni po zamachu na Wyjątkową – na gorąco – znaleźli się i tacy komentatorzy, którzy
nie przywiązywali do niego większej wagi.

 

28 lutego

Wielu po śmierci Ryszarda Kapuścińskiego próbowało mówić, czy też napisać coś o
pisarzu, o jego tekstach, ale zdaje się, że z reguły wynikało z tego niezbyt wiele. Bowiem,
żeby choćby zbliżyć się do prawdy o autorze Cesarza, należałoby opowiedzieć o nim tak, jak
Alejandro Russovich opowiedział w 1979 roku o swej przyjaźni z Witoldem Gombrowiczem
w pięknej książce Rity Gombrowicz: Gombrowicz w Argentynie. Było to wyznanie
zwyczajne-nad-zwyczajne, jakże osobiste, intymne.
I nie wiem, czy istnieje ktoś, kto może coś podobnego uczynić wobec Ryszarda
Kapuścińskiego? Czyżby zatem tak otwarty na drugiego człowieka, tak kochający słuchać,
autor Lapidariów był tak naprawdę człowiekiem bardziej samotnym niż ekscentryczny
Witoldo Gombrowicz? I to – jak się wydaje – samotnym z wyboru. (Bo przecież: „podróżować
trzeba samemu… Podróż reportera jest podróżą samotną.”)

Najbardziej do istoty Kapuścińskiego zbliżył się bodaj Roman Kurkiewicz w wypowiedzi
dla Radia Tok FM z 24 stycznia 2007 roku i może jeszcze Hanna Krall w przedmowie do
Autoportretu reportera, zatytułowanej: Dobrze, że jesteśmy reporterami.
Natomiast trudno sie zgodzić z ocenami tych, którzy podchodzą do jego książek jak do
wypracowań szkolnych, prac naukowych. Dotyczy to szczególnie obcokrajowców, którzy
dodatkowo, patrząc niejednokrotnie z góry na naszą część Europy, posługują się często zbyt
prostymi, sztywnymi ramami, konstrukcjami myślowymi – po prostu stereotypami.

 

18 marca
12:29

Kapuściński pisał przede wszystkim o sobie, o swoich doświadczeniach, a nawet tylko o
sobie. Tło bywało jedynie pretekstem. Zauważmy, kto jest głównym bohaterem Cesarza?
Nie jest nim Hajle Sellasje. Ale też dworzanie dyktatora nie są wcale głównymi postaciami
książki (jak to w filmie Filipa Bajona sugeruje sam pisarz). A zatem kto spełnia tę rolę?
Oczywiście, że nie kto inny jak przemierzający nocami Addis Abebę i wsłuchujący się z
uwagą w relacje swoich rozmówców – sam Ryszard Kapuściński. Tak jak zresztą i jego osoba
bywa dla innych z reguły zaledwie pretekstem, żeby napisać o sobie. To zresztą nic nowego.
Pamiętam jak niegdyś Jurek Wójcik w czasie wieczornego spaceru po Grudziądzu albo
po Pile, a może po Bydgoszczy, czy też po Inowrocławiu, w czasach, kiedy byłem jeszcze
początkującym współpracownikiem „Tygodnika Żużlowego”, zapytał znienacka: – Dla kogo
piszą dziennikarze? Nie umiałem odpowiedzieć. – Dla siebie, to oczywiste, że dla samych
siebie – wyjaśnił mi z wiele mówiącym uśmieszkiem.

Typowy marcowy dzień. Jak w garncu. Wiosenne, momentami ostre słońce, bardzo często
przeplatane zimowymi zadymkami, a właściwie mokre zadymki, przeplatane wiosennym
słońcem.

 

22 października
9:32

Czas jakże ordynarnie robi swoje, jakże paskudnie obchodzi się z nami. Spędziłem w
towarzystwie A. w pracowni R. około godziny. Cały czas rozmawialiśmy. Poznałem historię
powstania pracowni, a także perspektywę przyszłych losów. Wypowiedziałem swoje
wyobrażenie, swoje opinie na te tematy.
Minęło zaledwie niespełna trzy lata od odejścia R. A jednak w tym magicznym, słynnym
miejscu, tak jeszcze żywym w „Dużym Formacie” ze stycznia 2007, czy na kartach
Sentymentalnego portretu (2008) – czułem się już bardziej jak w muzeum. Pomimo, że nic
tam nie zmieniano, pomimo żywej obecności A. To straszne.

 

9:35

A z drugiej strony najpiękniejsze, że być może najskuteczniejszym lekiem na upływający
bezdusznie – i obchodzący się z nami jakże wulgarnie – czas, są dobre książki. W nich
pozostaniemy na zawsze żywi, nieśmiertelni.

 

26 października
6:59

Dla Ryśka Kuba gotowa byłaby się spalić, pomimo, że on wolał tradycyjny pochówek i nie
chciał dać się spalić. Na Powązkach Wojskowych, spacerując po słynnej Alei, odradzałem to
również Kubie.

Comments are closed.